STRONA GŁÓWNA | KIM JESTEM | NIEZAPOMINAJKA | AKTUALNOŚCI | FORUM | FUNDACJA DOBRE ŻYCIE | KSIĘGA GOŚCI |NAPISZ
 

 

Żywność - lek i trucizna

Dobrym odżywianiem można zapobiegać chorobom, poprawiać swoje zdrowie, a nawet przedłużać życie Rozmowa z profesor biochemii, doktorem filozofii AlicjĄ Zobel z Kanady


Opuściła pani nasz kraj w 1986 roku, z lęku przed konsekwencjami czernobylskiej awarii. W Kanadzie jest pani profesorem Trent University, ma pani na swoim koncie duży dorobek naukowy. Jednak samo pisanie i praca naukowca już pani nie wystarcza, poprzez różne formy działalności stara się pani dotrzeć do ludzi z wiedzą na temat dobrego dla człowieka odżywiania. Dość często odwiedza pani Polskę i za każdym razem stara się pani coś zrobić dla nas. Podczas grudniowej wizyty skoncentrowała się Pani na problemie wody pitnej, którą powinniśmy chronić jak największe bogactwo. - Woda, którą należy chronić to naturalna woda źródlana. Ta woda jest diamentem naszej Ziemi, podstawą naszego życia. Nasze ciało zawiera około 80 proc. wody, dlatego musimy o nią dbać, troszczyć się, żeby ta, którą pijemy nie była zanieczyszczona, żeby zawierała minerały. Minerały pochodzą ze skał, przez które woda przepływa i w zależności od głębokości na jaką dociera nazywa się podskórna lub głębinowa (aquafairowa). Wody głębinowej, źródlanej nie przybywa, dopiero po następnym zlodowaceniu może pojawić się możliwość odtworzenia zasobów wody podziemnej. Przypomnę, że na ich powstanie potrzeba 10-30 tys. lat. Wody jest coraz mniej, na świecie jest kryzys wodny. Państwa, które potrzebują jej więcej, będą starały się ją pobierać w różnych miejscach. To dobrze, że w Polsce od 2001 roku obowiazuje prawo wodne i zgodnie z nim tylko obywatele polscy mogą posiadać źródła wody. Trzeba pilnować, aby prawo to było przestrzegane, aby nikt nie pozbawił nas dobrej wody. Być może nie wszyscy czytelnicy "Przyrody Polskiej" wiedzą, że znajdujący się pod Teksasem największy aquafair świata został niemal całkowicie wyssany. Doszło do tego, bo do wydobycia tam wody wykorzystywano pompy. Naturalna woda źródlana powinna wypływać pod własnym ciśnieniem, tak twierdzą członkowie Natural Spring Water Association. Wtedy nie ma obaw, że wydobędzie się jej zbyt wiele. Nasze polskie zasoby wody są najmniejsze w Europie, jeśli naruszymy zasoby wody podziemnej - nasz kraj może ulec zestepowieniu. l Wiem, że zbiera pani etykietki znajdujące się na butelkach wody sprzedawanej w naszych sklepach. - Tak, zbieram etykietki wody źródlanej i mineralnej, chcę, żeby nasze firmy, zajmujące się dostarczaniem wód do sklepów miały znak "Natural Water Association" (Stowarzyszenie wody źródlanej). To jest taki certyfikat, który mają w USA firmy butelkujące dobrą wodę. Zauważyłam, że Świtezianka i Aqua minerale butelkowane są przez Pepsi Cola. Chciałabym uczulić Polaków, żeby pilnowali swojej wody i nie pozwolili, żeby została zniszczona. Chcę też przestrzec przed piciem wody destylowanej, która jest sprzedawana np. w USA. Amerykanie są przyzwyczajeni do smaku wody destylowanej, która nie zawiera minerałów. Jak bardzo jest ona groźna można dowiedzieć się poprzez doświadczenie z rybką; jeśli włożymy rybkę do akwarium z destylowaną wodą, to zwierzątko po 20-30 minutach zasypia. Amerykanie nie lubią wody mineralnej, bo są przyzwyczajeni do smaku wody destylowanej. I to jest ich tragedia, problem, z którym m.in. i ja staram się walczyć. Chcę zwrócić uwagę, że w USA woda mineralna zaczyna się od 300 ppm (jeden gram minerałów na milion gramów wody), a u nas - dopiero od 500 ppm. Normy w USA są inne niż w Polsce. My lubimy wodę mineralną i bardzo dobrze, nie zmieniajmy smaku. Bo te wody uzupełniają nam minerały. l W swoich publikacjach pisze pani, że jest około 60 minerałów, z których człowiek, żeby żyć, musi mieć większość. Skąd mamy brać tak dużą ilość minerałów, co może spowodować ich brak? - Naukowych prac jest coraz więcej. Dokładnie nie wiemy, co te wszystkie minerały robią, w jakich enzymach się znajdują (naukowcy dopiero to odkrywają), i najprawdopodobniej wszystkie minerały są nam potrzebne. Znamy ich rolę, wiemy, że są niezbędne w organizmie. Zarówno rośliny, jak i zwierzęta nie produkują minerałów, dlatego muszą być pobierane z ziemi. Wielu z nas widziało, jak gęsi czy kury jedzą nasiona razem z ziemią. Nie dzieje się tak bez powodu - mikroelementy zawarte w ziemi są bardzo potrzebne ich organizmom. Kiedyś piekliśmy chleb z ziarna mielonego w żarnach. Podczas mielenia kawałeczki kamiennych żaren dostawały się do mąki, a potem do chleba. Tą drogą wzbogacaliśmy naszą dietę minerałami. Teraz, kiedy produkcja żywności odbywa się w sterylnych warunkach, nie ma mowy o niekontrolowanym przedostawaniu się minerałów. Przez 20 lat uczyłam swoich studentów i pacjentów, że minerały są bardzo ważne i z zadowoleniem stwierdzam, że ich rola została doceniona. Zauważył to nawet Senat USA. W dokumencie senackim nr 264 czytamy: "Złą wiadomość opublikowały czołowe władze, mianowicie 99 proc. Amerykanów ma deficyty, jeśli idzie o minerały. Znaczący deficyt każdego z ważnych minerałów faktycznie kończy się chorobą chroniczną". Choroby chroniczne to bardzo poważne zagrożenie, często niedoceniane, bo takie choroby rozwijają się bardzo długo i często nie łączymy braku jednego, lub kilku, minerałów z chorobą powstałą po 20 latach. Nawet kondycja i zdolności uczenia się dzieci zależą od diety zdrowotnej i odpowiedniego poboru minerałów, łącznie z makro- i mikroelementami. Jeśli brakuje choćby jednego minerału, zachodzi prawdopodobieństwo wystąpienia choroby chronicznej, przewlekłej. Tak jest w przypadku braku chromu; jeśli przez 10-30 lat nie pobiera się go w odpowiedniej ilości, powstaje cukrzyca starszego wieku. Jest to związane z tym, że chrom jest wbudowany do enzymu zajmującego się przyswajalnością cukru (przenosi cukier do komórek), i to powoduje, że jak jest go mało, to komórki go nie pobierają. Nasi przodkowie prawdopodobnie pobierali wszystkie lub prawie wszystkie minerały, mikroelementy z czystej wody pitnej. Niestety, w czasach współczesnych nie jest to już możliwe. l Z tego co pani mówi wynika, że przy lekarskich badaniach podstawowych powinno się sprawdzać również zawartość minerałów w organizmach pacjentów. - Badać się powinno włosy, krew, pot i mocz pacjenta na zawartość minerałów. Włosy dlatego, że rosną dość długo i w nich właśnie zatrzymują się minerały. Te włosy jednak nie mogą być farbowane. Trzeba też zbadać krew. Nie każdy bowiem wchłania np. miedź. Jeśli ktoś ma plamki na ręce to znaczy, że brakuje mu cynku i miedzi. Nasza krew podczas badania powie, jak szybko i ile pobieramy minerałów. Dzieci pobierają 8 proc. minerałów z pastylek, a my, dorośli jedynie 2 proc. Radziłabym badać pot, bo tam też są minerały. Należy też zbadać mocz, gdyż część osób wyrzuca minerały szybciej, a u innych następuje rotacja minerałów i u tych ludzi deficyt wystąpi później. Badania włosów w Polsce robią panie - profesor Graczyk i doktor Radomska, współpracowniczki profesora Aleksandrowicza, który został doceniony po latach pracy. Ta grupa ludzi dowiodła, że nasze włosy (ale tylko niefarbowane) są miejscem, gdzie wyrzucane są pierwiastki, co odzwierciedla stan naszego zdrowia. l Mamy problem z niedoborem minerałów nie tylko ze względu na utrudniony dostęp do wody mineralnej, ale także dlatego, że na Ziemi jest coraz więcej miejsc, gdzie grunty są ubogie w minerały. Aż 80 proc. naszych gruntów uprawnych nie ma selenu, który jest niezbędny do dobrego funkcjonowania naszego systemu odpornościowego. - Wielka środkowozachodnia powódź z 1993 roku pozbawiła USA ogromnych obszarów uprawnych. Powódź zabrała tyle, co 100-letnia erozja. W samym tylko stanie Missisipi woda zabrała 6 mld ton gleby. W Missisipi, gdzie jest najlepsza ziemia w całych Stanach Zjednoczonych Ameryki warstwa gleby w ciągu minionego wieku została zredukowana z średniej 1,5 m do 0,15 m. Erozja wypłukała minerały do oceanu. Tezę o wpływie minerałów na zdrowie potwierdza statystyka. Wskaźnik śmiertelności białych mężczyzn w wieku 35-74 lat w USA jest dwukrotnie wyższy w stanach znajdujących się południowo-wschodniej części kraju niż w środkowozachodnich. Powodem jest brak minerałów (selen, cynk, magnez i chrom) w glebie i w wodzie. Człowiek, najczęściej z braku dostatecznej wiedzy sam sobie robi krzywdę. Czy wie pani, co się dzieje, kiedy z brązowego cukru powstaje biały? Biały jest nazywany białą śmiercią, gdyż nie jest zdrowy. Podczas przetwarzania cukru brązowego na biały usuwa się 92 proc. chromu, odpowiedzialnego za przyswajanie cukru, cynku jest o 67 proc. mniej, a to wpływa na nasz mózg. O 88 proc. jest mniej kobaltu i o 57 proc. miedzi, odpowiedzialnej za elastyczność naszych naczyń krwionośnych. Zwracam uwagę, że jeśli nasze naczynia krwionośne nie są elastyczne, to tworzą się w nich dziury. Zatyka je cholesterol, bo w innym przypadku krew przechodziłaby na zewnątrz. l Powiedziała mi pani profesor, że aż pięć lat zabiegała o to, żeby na opakowaniach zawierających przetworzoną żywność umieszczano napisy informujące, ile zawiera ona jednej grupy nienasyconych kwasów tłuszczowych? - To jest moje największe osiągnięcie. Chcę podkreślić, że nie są to nasycone kwasy tłuszczowe, ale nienasycone, które mogłyby być mylone z dobrymi tłuszczami o formie Cis. Te o formie Trans powstają z kwasów tłuszczowych cis podczas przetwarzania w 150řC. Stąd potrawy, przetwarzane w wysokiej temperaturze, jak np. frytki mają ich około 10 gram w porcji a norma dzienna powinna być 2 gramy. Od 1 tego roku stycznia 2005 roku w Kanadzie producenci będą zobowiązani do umieszczania na etykietce wiadomości ile gram trans-tłuszczów jest w danym produkcie. Gdy spotkamy się w lutym więcej na ten temat porozmawiamy i przygotuje struktury takich tłuszczów o formie Cis (dobrych) oraz Trans (złych). Ta walka o rozpoznanie groźnych kwasów tłuszczowych toczy się tu od 10 lat. Bardzo ważne jest, aby na opakowaniach pisano, co znajduje się w danym jedzeniu. O cukrach też warto pamiętać, bo ich nadmierna konsumpcja spowodowała, że Amerykanie są już w ponad 60 proc. otyli i ten wskaźnik niebezpiecznie wzrasta. Ostatnio słyszałam o epidemii otyłości u dzieci! Ale najważniejsze jest, aby pisać, ile jest rakotwórczych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Mnie zajęło 5 lat przeprowadzenie przez sejm kanadyjski wprowadzenia napisów informujących ile tych kwasów jest w jedzeniu. W Kanadzie te napisy będą umieszczane od 2005 roku. Dobre tłuszcze, jak np. oleje, są potrzebne człowiekowi. Powinny być jednak spożywane w niskiej temperaturze, bez gotowania. Używać trzeba oleju w sałatkach i "zmiękczonego" masła, na podgrzane warzywa. Chcę, żebyście pamiętali, że dobre tłuszcze takie jak płynne oleje, są w sposób nieodwracalny zmieniane w złe podczas podgrzewania w wysokiej temperaturze. l Czym się teraz pani profesor zajmuje? - Teraz zajmuję się akrylamidami, które są rakotwórcze dla myszy i neurotoksyczne dla człowieka, bo tego, że są również rakotwórcze dla człowieka jeszcze nie udowodniliśmy, jest to zbyt świeża sprawa. Szwedzi znaleźli akrylamid w wielu produktach przetworzanych w wysokich temperaturach. Akrylamidy znajdują się w jedzeniu, przetwarzanym w temperaturze powyżej 180 stopni. Jest to jeden z najnowszych sposobów przetwarzania żywności. Tak przygotowywane są niemal wszystkie chrupkie produkty. Dlatego wielkie firmy, produkujące tego typu żywność nie chcą, aby te wiadomości dotarły do konsumentów. Zgodnie z normami akrylamidów w wodzie w USA powinno być mniej niż 0,12 ppm, w Polsce - 0,10 ppm (jesteśmy, pod względem norm lepsi od USA). Tymczasem we frytkach akrylamidu jest 82, tj., czyli 600- 800 razy więcej niż przewiduje norma. Ale jeśli tak się zdarzy, że już zjemy te nieszczęsne frytki, to należy wtedy wypić serwatkę. Znajdują się w niej takie małe białka i peptydy, szczególnie te, które mają cysteinę, czyli taki aminokwas, który ma grupę SH. Tworzony jest glutation w każdej komórce naszego ciała i to ten glutation oczyści nasze ciało z toksyn. Słyszała pani o antyoksydantach i pestycydach trujących nasz organizm, to właśnie glutation je usuwa. Porównuję go do gąbki sprzątającej, która pochłania, przyłącza się do akrylamidów i razem z nimi wyrzucana jest z komórki. Komórka w swojej membranie ma taki wynośnik glutationu połączonego z toksyną. Komórki go nie chcą. To jest najważniejszy mechanizm - własna detoksyfikacja - dzięki niej jeszcze żyjemy. Każda komórka musi sama to zsyntetyzować - to jest taka cząsteczka, która każda komórka zsyntetyzuje - musi mieć dobre jedzenie, a tym dobrym jedzeniem jest cysteina. Wracamy do mojej definicji, dlaczego serwatka powinna być taka ważna w naszym jedzeniu. Możemy się najeść niedobrych rzeczy, wypić serwatkę i już jest dobrze. Dobre też jest mleko albo jogurt, ale najlepsza jest serwatka, gdyż to jest surowica mleka. l Z pani profesor słów wynika, że dobrym odżywianiem można zapobiegać chorobom, poprawiać swoje zdrowie, a nawet przedłużać życie. - Gdybym nie była biochemikiem, nie wiedziałabym co jeść. Jestem też fotochemikiem i znam się na związkach znajdujących się w roślinach. Część z nich jest pożyteczna, część nie - mamy rośliny lecznicze, ale i trujące. Trzeba mieć wiedzę, aby z nich korzystać. Ja tę wiedzę mam i teraz chcę się z ludźmi nią dzielić, gdyż wiem jak trudno jest dowiedzieć się czegokolwiek na temat wpływu jedzenia na zdrowie. Niektóre informacje są specjalnie utajniane. Co mogłabym podpowiedzieć czytelnikom "Przyrody Polskiej"? Trzeba spożywać różnorodne jedzenie, nie zapominając o ziarnach lnu oraz serwatce. Powinniśmy spożywać dużo warzyw. Europa przeżyła II wojnę światową na kartoflach i kapuście, i ludzie mieli mniej zawałów serca niż teraz. Spośród posiłków, jakie spożywamy najważniejsze jest śniadanie. Bierzemy na przykład ugotowaną owsiankę (woda wrze w 100 stopniach więc nie jest to tak jeszcze wysoka temperatura, by powstawały toksyny, o których była mowa) lub inny ziarniak, najmniej przetworzony. Dodajemy do tego nasiona - lnu, sezamu, dyni, słonecznika oraz gdy nie jesteśmy uczuleni - orzechy. Orzech i nasienie ma w sobie wszystko, co jest potrzebne zarodkowi, żeby wyrósł. Te proporcje składników są najlepsze. Dodatkowo dla smaku dodajemy suszone lub mrożone, a najlepiej świeże owoce. Ja lubię żurawinę z bananem. Rano jak się zjem te cukry z owoców, starczają na cały dzień. l A potem? - Jak zjem jeden dobry posiłek dziennie, to nie dbam o resztę. Według mnie, bo taka jest w komórkach najlepsza dla nas proporcja: białka 30 proc., tłuszcze - 30 proc., węglowodany - 40 proc. Patrzę wokół i widzę, jakie paskudztwa ludzie wrzucają w siebie. Wydawać by się mogło, że jest to niemożliwe, aby żyć po zjedzeniu takich niedobrych rzeczy. Nasz organizm jest jednak wspaniałą machiną, która potrafi wybrać dla siebie to, co jest potrzebne, a resztę wyrzucić z siebie. Bez względu jednak na to, jak sobie radzimy z tymi niepotrzebnymi i szkodliwymi substancjami, musimy dbać, żeby nasze posiłki były różnorodne i żebyśmy mieli pod ręką "wymiatacze". Musimy być ostrożni, gdyż nawet w Kanadzie, gdzie przywiązuje się dużą wagę do ochrony przyrody i środowiska, co 10 lat podwaja się ilość toksyn. Jest to dla mnie kolejne wyzwanie do walki o zdrowie ludzi. Będę walczyć, żeby we krwi oznaczano np. glutation, który mówi nam, jak zdrowi jesteśmy. Jak radzimy sobie z toksynami. l Jakich ma pani sojuszników w tej walce o zdrowego człowieka? - Najlepszymi sojusznikami są małe dzieci. One uwielbiają mówić: Babciu - jogurt detoksyfikuje!! Drugą grupą są pielęgniarki, bo zdają sobie sprawę jak ważna jest dieta dla ludzi chorych. Następna grupa to ludzie trzeciego wieku - zaczynają tracić zdrowie i staje się ono dla nich bardzo cenne. Najbardziej chciałabym jednak uczulić młodzież i dwudziestolatków, czyli studentów. Nasze dzieci nie miały takiej szansy jak my, którzy żyliśmy w czystym, świeżym powietrzu i nie jadaliśmy frytek. Niestety, nie stwarzamy im takich warunków, jakie sami mieliśmy. Najgorzej odżywiają się studenci. A przemysł korzysta na tym, że ludzie nie mają czasu, przygotowuje szybkie jedzenie i robi kasę. W USA nie widzimy tych pięknych ludzi, znanych z filmów. Na ulicach spotyka się dużo ludzi otyłych, z mniejszą lub większą nadwagą. Ich wygląd jest wynikiem takiego właśnie stylu życia - fast foody, koncentraty, i brak ruchu. Jak tylko znalazłam się w Ameryce i zobaczyłam tylu grubasów, zaczęłam krytykować amerykański styl życia. Mój głos był jednym z nielicznych. Od zawsze mam rozmiar 12, a w Kanadzie, gdzie rozmiary ubrań są specjalnie zaniżane, żeby nie psuć ludziom samopoczucia - mam rozmiar 8. Troszkę się skurczyłam. W USA aż 70 proc. mieszkańców stanowią ludzie otyli (tzn. tacy, którzy mają 20 kg wagi więcej niż powinni). Dźwiganie zbędnych kilogramów kosztuje - wysiadają kolana, biodra, potem są baj pasy. Teraz, po 16 latach pojawiają się artykuły mówiące o nadwadze i otyłości, w tym też o nadwadze dzieci, o hormonach podawanych specjalnie zwierzętom hodowlanym, by prędzej przybywały na wadze. A nasze organizmy też na te hormony reagują. Europa płaci kary za to, że nie sprowadza amerykańskiego mięsa Tekst został opublikowany we wrzesniu 2004 roku w miesięczniku LOP "Przyroda Polska"


Walentyna Rakiel-Czarnecka



Kliknij i posłuchaj ;)


Menu :

- GALERIA ZDJĘĆ
- EKOLOGIA
- CZŁOWIEK
- RECENZJE
- REPORTAŻE
- CHLEB
- LINKI
- MULTIMEDIA











 

 

 

  Copyrigt Effective Computer Support.