|
Chleb piecze się sercem
Rozmowa z inż. Bogdanem
Mamajem, Starszym Cechu Piekarzy w Warszawie, włacicielem piekarni Na
Barskiej
- Pierwsza wzmianka o
zrzeszeniu piekarzy pochodzi z 1520 roku. Cech Piekarzy warszawskich liczy sobie
około 400 lat, zapisał kilka pięknych kart w historii. Jak obecnie postrzega Pan
jego rolę?
- Nasza organizacja, jak
inne samorzšdy, przechodziła różne koleje losu. Mimo wielu dramatów
historycznych przetrwalimy. Po II wojnie wiatowej przynależnoć do cechu
była obligatoryjna, piekarze więc należeli, ale nie czuli się zwišzani
emocjonalnie z organizacjš. To były czasy reglamentacji, przynależnoć kojarzyła
się z przydziałami, rozdzielnikami, obowišzkowym rozliczaniem, sprawozdaniami
itd. W okresie transformacji gospodarczej zniesiono obowišzek należenia do
cechu, wielu piekarzu, sfrustrowanych coraz trudniejszš sytuacjš na rynku,
atmosferš panujšcš w kraju odwróciło się od organizacji. Cech istnieje nadal,
ale więzi łšczšce członków zostały zerwane. Tylko nieliczni kontynuujš tradycje,
usiłujš zintegrować rodowisko piekarzy. Uważamy, że trzeba podtrzymywać i
pielęgnować dawnš tradycję rzemiosła, i że powinna ona być przedmiotem naszej
dumy. Obecnie Cech jest zrzeszeniem włacicieli piekarni, którzy chcš
współpracować, aby pomóc sobie w rozwišzywaniu codziennych i niecodziennych
problemów, jest miejscem spotkań i wymiany poglšdów. Na około 300 piekarzy
funkcjonujšcych w stolicy do Cechu należy 76. Dodam, że Cech Piekarzy w
Warszawie jest Zwišzkiem Pracodawców.
- Jak okreliłby Pan
tych, którzy sš zrzeszeni w Cechu?
- Powiedziałabym, że to sš
piekarze, których można zaliczyć do najsolidniejszych. Przeważnie sš to piekarze
w kolejnym pokoleniu, z tradycjami. A takie dziedzictwo nobilituje, ale i
jednoczenie zobowišzuje do solidnoci. Sš wród nas i rzemielnicy z krótszym
stażem, którzy uważajš, że Cech jest im potrzebny. I Cech stara się dawać im
oczekiwane wsparcie. Nie udzielamy pomocy materialnej, bo nas na to nie stać,
ale wiadczymy usługi branżowe - szkoleniowe, doradcze, organizacyjne.
- Jaki macie dokumenty, w
których znajduje odzwierciedlenie historii Cechu?
- Prowadzimy kronikę, a w
niej sš opisywane ważniejsze wydarzenia posiedzenia zarzšdu, spotkania
członków, społecznoci piekarskiej. Etycznego kodeksu pisanego nie mamy, ale
piekarze, którzy do nas należš, spełniajš wymagania okrelone przez Cech,
otrzymujš certyfikat solidnoci. I ten dokument do czego zobowišzuje, podczas
gdy inni, nie zrzeszeni nie czujš tego oddechu na swoich plecach, robiš to,
co jest dla nich wygodne.
- Czy mógłby Pan okrelić
tę sytuację bardziej precyzyjnie?
- Na rynku pojawiły się
firmy wypiekajšce chleb, które psujš wizerunek całej branży. Sš to firmy
meteoryty. Wyrastajš nagle, biorš się nie wiadomo skšd, rozkręcajš działalnoć,
której celem jest jak największy zysk, a potem znikajš tak samo nagle, jak się
pojawiły. Nie przestrzegajš żadnych zasad.
- Czas transformacji to
czas rewolucji w piekarnictwie nie tylko w sensie zmiany włacicieli, ale także
technologii?
- Za komuny trzeba było piec
tyle chleba, żeby nigdy go nie brakowało. Piekarnie notowały wielkie straty. Na
poczštku transformacji rozwišzano Centralny Zwišzek Społem, któremu podrzucono
piekarnie. W stolicy powstało około 200 piekarni rzemielniczych, które zaczęły
ostro konkurować ze sobš, nie patrzšc na koszty. Każda chciała sprzedać jak
najwięcej. Zaczęły się różnego typu kombinacje. Szacuje się, że na rynku jest
około 20 proc. pieczywa nigdzie nie rejestrowanego. Normalny piekarz, płacšcy
podatki jest przy takich piratach bez szans. W bliżej nieokrelonej stodole
piecze się np. kilka ton ciasta dziennie i wywozi na bazary. Tam poprzez sieć
babć pieczywo, podłej często jakoci jest sprzedawane jako magiczny, domowy
wypiek, z niewiadomego ródła. I w ten sposób powstajš pšczki za 0,40 groszy,
chleb za 0,90 itd.
Dlatego 2/3 uczciwych
piekarzy wegetuje i marzy o lepszych czasach. Pragniemy jedynie przetrwać, nie
wiemy jednak czy to nam się uda.
Młodzi szarpiš się, wierzšc,
że im się powiedzie, że się opłaci. Ale sš na straconej pozycji w porównaniu z
tzw. fabrykš chleba,.
- Co sšdzi Pan o
nowoczesnych technologiach wypieku chleba i czy gwarantujš one bezpieczeństwo
zdrowotne produktu? Czy chleb z worka zastšpi nam tradycyjnie wypiekane
pieczywo?
-Uważam, ze każda metoda,
zmierzajšca do tego, żeby chleb był smaczny i chętnie konsumowany przez klienta
jest dobra. Technologię wypieku chleba trzeba rozgraniczyć na tradycyjnš i
nowoczesnš. Całe nasze życie zmierza ku nowoczesnoci i dzisiaj nie możemy już
produkować tak, jak prababcie. Dzisiaj zorganizowana firma piekarska musi
produkować dla osišgnięcia zysku.
Sto lat temu, kiedy pojawiły
się pierwsze maszyny piekarskie zostały potępione mieszadła zamiast ršk
ludzkich miały negatywnie wpływać na jakoć pieczywa. Dzisiaj jest podobna
sytuacja. Chleb z worka to nic innego jak stosowanie gotowych mieszanek. Fakt,
że częć piekarzy poszła na łatwiznę. Trzeba jednak uwiadomić fakt, że
nowoczesnoci się nie zatrzyma. Musimy jednak zastanowić się, gdzie jest kres
tego pędu?
Pieczywo tradycyjne wymaga
około 70 godzin, żeby powstało. Kogo stać, aby jeden człowiek prowadził
fermentację, potem przygotował bochenki do wypieku? Owszem, sš piekarnie, które
silš się na to, próbujš pogodzić te dwie sprawy: nowoczesnoć i tradycje.
Metoda tradycyjna, w której
zachodzš wszystkie procesy biologiczne i biochemiczne, niezbędne do tego, żeby
rozwinęły się bakterie kwasu mlekowego oraz zniszczyły toksyny obecne w zbożu,
jest zdecydowanie lepsza od nowoczesnej, prowadzonej bez procesu fermentacji.
Wychodzę z założenia, że wszystko, co nas otacza musi być zgodne z naturš,
przygotowanie chleba także.
- Ale częć piekarzy tak
nie myli. Oni mylš sobie tak: po co ja mam się męczyć i przygotowywać chleb
metodš tradycyjnš, skoro można zastšpić jš chemiš?
- Wielkš sztukš jest
wystartować z fermentacjš, a potem poprowadzić proces przygotowania do wypieku w
sposób naturalny. A przeszkód jest wiele np. w złym zbożu nie wyhodujemy
enzymów, powodujšcych biostymulację procesów biologicznych. Dlatego wymylono
sztuczne enzymy, których nie widać w gotowym produkcie. Efekt jest taki, że
konsument nie wie co je. I to się nazywa nowoczesnociš: człowiek poprawia
naturę, ale w konsekwencji to i tak obraca się przeciwko niemu.
- Zapytam wprost: czy
taki sposób przygotowywania chleba z dodatkiem chemii jest dobry dla
konsumenta?
- O to musimy zapytać
dietetyków. Powiem tylko, że dzisiaj nie ma możliwoci ocenić, kto jakš metodš
przygotowuje chleb do wypieku. Każdy, kto chce istnieć na rynku musi wspierać
się nowoczesnymi technologiami. Tu i ówdzie znajdujš się ci, którzy stosujš
wyłšcznie tradycyjne metody, ale to już sš hobbyci. Bo nawet w mšce znajdujš
się już ulepszacie. Nie jestem tak zupełnie przeciwko nowoczesnoci, powinnimy
się rozwijać, udoskonalać, ale chcę podkrelić, że odchodzenie od metod
tradycyjnych może pocišgać za sobš wynaturzenie w postaci nienaturalnych
wyrobów.
- A Pan w jaki sposób
wypieka chleb?
- Metodš tradycyjnš. Mam
żurownik, w którym z kultury starterowych powstaje zakwas. Potem na bazie tego
zakwasu przygotowujemy ciasto do chleba, które po wyronięciu trafia do pieca.
- Jakie według Pana sš
największe problemy branży piekarniczej?
- Sš to te same problemy,
które nękajš polskie rzemiosło, w tym głównie niemożliwoć konkurowania z
firmami o ogromnym potencjale ekonomicznym, a także z firmami znikšd, które
chwilowo, z nastawieniem na zysk zainwestowały w branżš piekarnicza i zyskowi
podporzšdkowujš całe swoje działanie.
Zdecydowana większoć
marketów wspiera się firmami, które nie sš piekarniami, tylko fabrykami chleba.
To one dostarczajš pszenne, zamrożone bochenki (żyto nie daje się mrozić), które
sš wypiekane na miejscu, rozsiewajšc zapach i nęcšc w ten sposób klientów.
Ludzie nie wiedzš, co tam kupujš. I większoć społeczeństwa nazywa tego typu
działanie nowoczesnociš.
Tymczasem odchodzenie od
tradycyjnego, żytniego chleba jest dla nas zgubne. Człowiek nie ma naturalnych
szczotek do czyszczenia jelit. Takš szczotkš powinno i jest ciemne pieczywo.
Społeczeństwo, poprzez popieranie wyrobów pseudopiekarskich samo pozbawia się
możliwoci dobrego jedzenia i oczyszczania organizmu.
Zboże jest jednym z
największych darów nieba i musimy je szanować.
- Czy cech pielęgnuje
tradycje, jeli tak, to jakie?
- Staramy się kontynuować
tradycje swoich poprzedników. Jednš z nich jest jakoć chleba. Kolejnš dwa
nasze więta: 15 marca odpust więtego Klemensa, patrona Warszawy i piekarzy.
Spotykamy się tego dnia w kociele ojców redemptorystów, na ulicy Karolkowej.
Piekarze przychodzš z całymi rodzinami, co roku dekorujemy ołtarz, częstujemy
uczestników mszy chlebem.
Drugie więto to więto
Chleba, które zainicjowała wiatowa Unia Piekarzy (domagała się, aby w krajach,
gdzie wypiekany jest chleb organizować takie więto). I Cech uczestniczy w
przygotowaniach, staramy się zaprezentować tego dnia nasze najlepsze produkty.
- Jak daleko chleb się
wozi?
- Chleb traci na wartoci
podczas transportu. W stolicy można kupić pieczywo z Częstochowy, Radomia,
Płocka, my wozimy najdalej do 100 km.
- O której godzinie
piekarz wstaje?
- Piekarz wcale się nie
kładzie spać, gdyż proces przygotowywania chleba trwa przez cała dobę, bez
przerwy.
- Jak długo piecze się
chleb?
- To zależy od wielkoci
bochenka od 25 minut do 1,5 godziny.
-
Jak konkurencja wpływa na jakoć pieczywa?
- Chleb dawniej był tylko
wypełniaczem żołšdka, miał zaspokajać głód. Dzisiaj piekarz chce sprawić, żeby
chleb przynosił korzyci zdrowotne, stšd dodaje się różne dodatki tzw.
funkcjonalne. Kiedy nie dodawało się drożdży, dzisiaj je się dodaje, podobnie
jak ziarna, owoce, warzywa. Do mški żytniej dosypuje się mškę orkiszowš,
kukurydzianš, amarantusowš, gryczanš. Celem jest poprawa walorów
organoleptycznych (odczuwanych zmysłami). Dzięki kukurydzy miękisz jest żółty.
Ja np. piekę dużo chleba z czosnkiem, cebulš, a także taki najprostszy,
tradycyjny, który szoruje po języku.
- Poznań ma swoje
marlinki, Kraków precelki. A Warszawa?
- Nie dorobilimy się
jeszcze ciasta czysto warszawskiego. Swego czasu bulki kajzerki próbowano nazwać
warszawiankami, ale to się nie przyjęło.
- Co jest najważniejsze w
pieczeniu chleba?
- Człowiek i jego wiedza,
umiejętnoci, zaangażowanie. Nie zgadzam się z twierdzeniem, ze dobry piekarz i
z piasku chleb ukręci. Musi być dobry surowiec, a o to jest coraz trudniej. Brak
dopłat dla rolników sprawił, że w Polsce jest coraz mniej żyta, musimy je
kupować z innych krajów.
- Czy piekarze majš
następców i pracowników?
- Szkolnictwo zawodowe w
Warszawie, jeli chodzi o piekarzy nie istnieje. Pięćdziesišt lat temu istniało
technikum piekarskie, które wykształciło kilka pokoleń piekarzy. Jednak nie
wszyscy poszli do piekarń. Praca na zmiany, ciężka, fizyczna, w wysokiej
temperaturze, w zapyleniu te warunki odstraszajš młodych. Cokolwiek by się w
piekarniach nie zmieniało, proces wypiekania jest trudny. I do tego praca w
wištek i pištek, na okršgło. I tak, z braku chętnych do nauki zawodu technikum
piekarskie przekształciło się w technikum gastronomiczne. W zwišzku z tym w
całej branży piekarskiej szkolš się jednostki, tych fachowców da się policzyć na
palcach obu ršk. Jako cech dostrzegamy ten problem: jeli nie będzie młodych,
wykształconych piekarzy, nie będzie tradycyjnej produkcji chleba.
Problem kadr jest jednš z
bolšczek w naszym zawodzie: brakuje dobrych piekarzy, a tych, którzy chcieliby
pracować my z kolei nie chcemy, gdyż nie wywišzujš się ze swoich obowišzków. W
Warszawie zawodu piekarza można nauczyć się w Zespole Szkół
Spożywczo-Gastronomicznych i Licealnych, w Zasadniczej Szkole
Spożywczo-Gastronomicznej im. Jana Pawła II przy ulicy Pomorskiej. Zawodu
piekarza można uczyć się w Zasadniczej Szkole, nauka trwa 3 lata. Tradycjš
szkoły jest kształcenie piekarzy we współpracy z Cechem Piekarzy i Spółdzielniš
Piekarski-Ciastkarskš.
Ponad 50-letnia tradycja
szkoły, znaczšce osišgnięcia i dobra baza dydaktyczna decydujš o znaczšcym
miejscu tej placówki w warszawskiej owiacie. Jedynie zakłady należšce do Cechu
Piekarzy w Warszawie oraz Spółdzielnia Piekarsko-Ciastkarska majš prawo uczyć
młodzież zawodu. Cech jest organem wspomagajšcym i nadzorujšcym szkolenie nowych
kadr piekarskich. Zrzeszone w nim piekarnie sš upoważnione przez Izbę
Rzemielniczš do nauki zawodu. Dodam, że dyplom mistrzowski i wiadectwo
czeladnicze stanowiš w Polsce i za granicš wiadectwo kwalifikacji zawodowych.
- Mówi się, że nasz
tradycyjnie wypiekany chleb mógłby zawojować wiat.
- Gdybymy zaczęli wojować
chlebem, le bymy skończyli. Byli tacy, którzy próbowali zakładać na Zachodzie
sklepy, w których miał być sprzedawany nasz chleb i le się to skończyło.
Miejscowi piekarze buntowali się przeciwko obecnoci polskiego chleba. Wiem, że
z Polski wywożona jest duża iloć mrożonego chleba, który jest pieczony na
miejscu, jako własny wyrób piekarzy z tamtych, niedostępnych dla nas krajów.
Dziękuję
Rozmawiała
-
-
Walentyna Rakiel-Czarnecka |